bezet.org.pl

Bogdan Zdanowicz - bezet
strona prywatna
zawiera wiersze, fotografie, informacje o wydawnictwach

leon zdanowicz leoniki i inne wiersze wybrane
ISBN 978-83-933713-8-9 - KRAKÓW - ŁOBEZ czerwiec 2015
(format 148x210 mm, str. 144)

Redakcja: Ludwik Cwynar&Bogdan Zdanowicz
POSŁOWIE: prof. Piotr Müldner-Nieckowski
Grafiki: Władysław Edward Gałka

leoniki

Wybór wierszy obejmujący utwory drukowane w prasie i antologiach, wydane za życia Autora w dwóch tomach oraz wybór z obszernego archiwum. Całość wzbogaca esej prof. Müldnera-Nieckowskiego opisujący idee i techniki poetyckie.
Druga część książki przedstawia postać Poety i jego Poezję - "od strony kuchni" (m.in. wspomnienie Ludwika Cwynara, Laboratorium poetyckie).

----- zainteresowanych proszę o kontakt e-mail -----

leon zdanowicz opowiastki opowiadające
ISBN 978-83-933713-1-0 - KRAKÓW 2011
(format 148x210 mm, str. 192)

Grafiki: Władysław Edward Gałka
POSŁOWIE: BOGDAN TWARDOCHLEB

Zbiór opowiadań, który powstał na przełomie lat 60/70 ub. wieku,
opisuje rzeczywistość małego miasteczka w specyficznej formie
narracji stylizowanej na język mówiony (opowiastki).

----- zainteresowanych proszę o kontakt e-mail -----
DO POBRANIA e-book Almanach pokonkursowy
----- zainteresowanych proszę o kontakt e-mail -----

Z (nowszych) wierszy

 

* * *

nazywaj po imieniu co spotykasz w drodze
światło może być mrokiem nie ma każdej prawdy
co odnajdziesz jest twoje lecz tylko do jutra

żyjąc w krainie obłoków pośród argonautów
powtarzasz własne błędy i wybory winnych
krwi wymarłych gatunków skał rozmytych przez fale

i nigdy się nie przyznasz oddając głowę do snu
że deszcz cię rani do bólu palce sztywnieją zawsze
gdy pomyślisz o smaku wiśni w ogrodzie matki

a cała twoja wiara mieści się w ziarnku maku
obumarłym by kwitnąć owocować trucizną
mącić pomroczną jasność czule gasić żagwie

jedyne na co czekasz jest głębiej niż w sercu
to pragnienie by rano kiedyś ktoś cię obudził
mówiąc po imieniu

 

* * *

niech będą odkrywane
pasma twoich wzgórz
piersi w promieniach świtu

niech cienie dolin wypełni
rozlane mleko mgły
twój ciepły zapach

w czas mantry przebudzenia
gdy język będzie milczał
oddając dźwięki wargom

wypełnią nas oddechy
a moje puste dłonie
ulegną twojej pełni

 

klon

("nie znam nikogo takiego jak ty")

a gdybyśmy wszyscy byli
klonami

bóg mógł się postarać
podkręcić genetykę
stworzyć idealne modele
może nawet wiecznotrwałe
totalitarna równość
wobec wiatrów pożogi wody

widać nie zależało mu
na kreowaniu jednej marki
zamiast rynkowych targetów
wolał dylematy duszy

każdy przeciw wszystkim
niepowtarzalny w chwili istnienia
a jednak z tej samej gliny
i w proch się obróci

klon ma liście najpiękniejsze
jesienią

 

kremówka

żyjemy w grzybnych czasach

na pożywkach słodkich
słów rośnie pleśń
afty zmieniają język
w geograficzny wyrzut
już nie jest mój
uczy go wróg - strach

zużyty a używany
praktycznie użyteczny
w traceniu sensu

zapominam znaczeń
zapominam się
klnę: czasy są trudne
komplikują życie
przyszłe niedokonane
dni jak niespożyte ciastko
którego jednak nie ma
czy zjadała je pleśń
która rośnie w nas
nadmiarem słów

- pora milczeć
zaśniemy
w zgrzebnych lasach

 

* * *

Między chmurami a szczytem topoli
- bezlistnej osnowy do stworzenia świata
ptaków gdy wiosna przywróci je z ciszy -
jest błękit: w twoich oczach.
Co mógłbym usłyszeć
gdybyś mówiła
do mnie - ale śpiewasz
przez chmury w dali zamglonej a drzewa
tworzą obrazek.

Przypominasz ptaka który obudzony
biały sen pożegnał i zna już melodię
rytm i wszystkie słowa
wiosną jest gotowy do nagłej piosenki:

"kochanie to promień w chmurach
i cisza która nas rozczula
zimy olśnienie
i wiosny jasna zieleń
i zapatrzenie w jeziorze latem".

Tak śpiewa ptak - dotyka w nas
czego do końca nazwać nie potrafię.

 

* * *

nie daj się uwieść słowom
nie wchodź do tego lasu
to wiedźminki nie drzewa
snują pajęcze pieśni
nie światło ale próchno
świeci odbitym obrazem
niema godowa pieśń
ptaka w klatce poezja

 

wyspa (daleko stąd)


".jakbym był niewidzialnym ciałem, które można zobaczyć dopiero, kiedy się na nie nałoży coś widzialnego" (T. Merton)

ta wyspa leży u wejścia
naszych wyobrażeń do raju
wpadamy oślepieni światłem
odbitym więc lepiej patrzeć
z zamkniętymi oczami

to miejsce gdzie lęgną się ptasie
dusze które przyoblekamy żeby być
niewidzialnymi dla armady i eskadr
cierpliwych radarów natury wśród zamgleń
ukoić lęk przed kolejnym zaćmieniem

już nie chcemy być nikim
innym nawet sobą dla innych
których penetrujemy plastikowymi różdżkami
łowimy drobne monety na brzegu
w przypływie złych emocji

ośrodek sterowności przenosi się
przez szyję do żołądka pęcznieje
jak śmietnik eksplodując gazami
mościmy się w pordzewiałych trawach
blachy upstrzonej kupkami polipropylenu

to miasto jest wyspą gdzie umierają
ptaki które uwierzyły w raj - ziemię
obiecaną wśród stada tkwią
z nadmiarem zdobyczy w garbie
brzucha kołysząc się do snu

ta wyspa jest w naszej głowie
jak marzenie o poranku jak armagedon
który skrada się przed zmierzchem
omijając straże wszystkich zmysłów
i dusze zabrane ptakom

 

 

 

 

więcej nowych wierszy?

 
 

Ostatnia aktualizacja: 25/05/2015

 

* * * * * copyright by bezet 2008 :) * * * * * design&webmaster'ing ;) - Mary Smoleń * * * * *